Aktualności

Mission is-possible

Szczęść Boże!

Tydzień temu zarysowałam Wam Benin jako kraj. Zakończyłam pisząc, że mógłby on być wzorem stabilizacji politycznej dla innych państw afrykańskich, gdyż w wielu z nich toczy się walka o władzę, czy wojny domowe, a najbardziej cierpią przez to najprostsi ludzie.

W naszych głowach zapewne pojawia się krótkie pytanie: dlaczego?

Przede wszystkim – z braku miłości. Gdy ktoś chce siłą zdobyć wpływy, pieniądze, dobra, albo nienawidzi drugiego i chce go zniszczyć.

Wiem, że dla nas to zupełnie nie do pomyślenia. Musicie jednak wiedzieć, że w Afryce przynależność plemienna i relacje między plemionami są dużo ważniejsze niż jedność narodowa. My, będąc Polakami, mieszkamy w Polsce i mówimy po Polsku, zarówno w Wiśle, Cieszynie, Krakowie, czy nad morzem. Drobne różnice w kulturze, ubiorze, czy inny akcent, są praktycznie bez znaczenia. Ogólnie jesteśmy jednolitym narodem z tysiącem lat wspólnej historii. Natomiast w Afryce to po prostu nie działa. Kraje, które widzimy na mapach, są sztucznymi tworami. Kolonizatorzy podzielili się terenami jak im było wygodnie, wrzucając do jednego wora wszystkie plemiona, także te traktujące się z pogardą, albo wręcz będące w stanie wojny.

I tak na przykład na terenie samego Beninu funkcjonują obecnie 72 różne języki, każdy używany przez inne plemię. Są one na tyle zróżnicowane, że Benińczyk już kilkadziesiąt kilometrów od swojego domu nie jest w stanie porozumieć się z innym Benińczykiem inaczej niż za pomocą francuskiego, który również został im narzucony w czasie kolonizacji.

Dla przeciętnego mieszkańca wioski, każdy spoza plemienia jest dla niego obcy. Nawet jeśli obaj od urodzenia żyją w tym samym kraju i podlegają temu samemu prawu. Z kolei jeśli zdarzy się, że ktoś ma krewnych za formalną granicą, na przykład w Nigerii (gdzie językiem urzędowym jest angielski), to dla niego ta więź plemienna jest dużo silniejsza niż narodowa i takiego Nigeryjczyka nazwie swoim bratem.

Dla nas początkowo było to nie do pomyślenia, ale im więcej czasu spędzałyśmy z tymi ludźmi, nieustannie przekonywałyśmy się, że naprawdę tak to funkcjonuje. Życie w Afryce mocno odbiega od naszych standardów i trzeba być tego świadomym zanim zacznie się cokolwiek oceniać.

Trzeba jednak przyznać, że jedna rzecz jest dokładnie taka sama wszędzie – wiara w jednego Boga. Ona jednoczy nas wszystkich w dokładnie taki sam sposób i według tej samej nauki Kościoła, niezależnie od kraju czy języka. Dlatego pomódlmy się dziś za naszych braci z odległych krańców świata, tak jak modlimy się za swoją najbliższą wspólnotę – prosząc po prostu, by Bóg błogosławił im i ich rodzinom, dziś i przez cały tydzień.

Sylwia Iwaniuk

Zostaw komentarz