Aktualności

Mission is-possible

Szczęść Boże!

Niedawno obchodziliśmy w Kościele Tydzień Misyjny. Nie wiem, czy pamiętacie, ale na jego początku na każdej mszy po Komunii miałam swoje 5 minut. To oczywiście zbyt mało, żeby przekazać choćby ułamek tego, czego dowiedziałam się o misjach i Afryce. Ograniczyłam się więc do przesłania „misje są także tu u nas”.

Wiadomo, te podróże na krańce świata, pozostawienie wygód, przełamanie siebie, egzotyka tamtych miejsc – to wszystko wywiera dużo lepszy efekt niż myśl o ewangelizowaniu na własnym podwórku. Nie możemy jednak nie doceniać tego, co my wszyscy robimy też tu, w Polsce! I mówię tu zarówno o pomocy ubogim, którzy mogą być gdzieś blisko nas; o wspieraniu misji i misjonarzy, bo bez tej pomocy z Polski będąc tam na miejscu naprawdę niewiele można zrobić; ale też o posługiwaniu we własnej parafii.

Powtórzę to, co w tej mojej krótkiej prezentacji, bo to ważne.

Moje stowarzyszenie, MISEVI, działa w charyzmacie wincentyńskim, który w tym roku obchodzi 400. rocznicę. Charyzmat ten obecnie obejmuje cały świat: 200 zgromadzeń, organizacji i ruchów, ponad 2 miliony osób ze 150 krajów. Ale jeśli sięgniecie do biografii św. Wincentego, dowiecie się, że tak naprawdę to wszystko zaczęło się od kazania, podczas którego Wincenty wspomniał o pewnej ubogiej rodzinie, która potrzebowała pomocy. Parafianie byli tak poruszeni, że zaangażowali się wszyscy, a widząc ten zapał i chaos z powodu braku koordynacji, św. Wincenty zaczął organizować całe to wsparcie.

W misjach, i w chrześcijaństwie generalnie, tak naprawdę chodzi tylko i wyłącznie o ludzi i miłość do nich. O to, by troszczyć się o bliźnich, zwłaszcza tych, którzy są blisko nas – w naszej rodzinie, wśród sąsiadów, w pracy, czy też w parafii.

Dokładnie to samo – zaangażowanie ludzi w swoją wspólnotę – urzekło mnie najbardziej, gdy byłam w Beninie. Ale o tym jak to działa na misji, będzie za tydzień.

Sylwia Iwaniuk

Zostaw komentarz