Aktualności

Mission is-possible

Szczęść Boże!

Tydzień temu relację zakończyłam krótką wzmianką o voodoo, które swoje korzenie ma właśnie w Beninie. Ta pierwotna wersja voodoo nie ma nic wspólnego z nakłuwaniem laleczek, które znamy z filmów. To jest wersja z Haiti, przywieziona tam przez niewolników i mocno zmodyfikowana.

Warto jednak wiedzieć, że voodoo to nie tylko jakiś kult, czy czary. To także swego rodzaju system społeczny. W jego ramach ukształtowały się konkretne role, jakie mogą podejmować poszczególne osoby. I tak na przykład są oczywiście jacyś przywódcy, jest ich ochrona, są specjalne zajęcia przeznaczone tylko dla kobiet, a także… straż miejska. Początkowo byłam bardzo zaskoczona, że kult religijny zajmuje się czymś takim jak patrolowanie ulic w nocy. Potem jednak zdałam sobie sprawę, że zupełnie źle na to patrzę. Oni nie traktują tego jako religię, jakiś odrębny segment życia codziennego, obok pracy czy nauki. To wszystko się przeplata, tworząc jeden spójny system – dbają jednocześnie o podział obowiązków w swojej społeczności, uczą nowe pokolenia, dbają o poszanowanie starszych, własne bezpieczeństwo itd. A przez to, że ich kultura przesiąknięta jest też wiarą w duchy, my zaszufladkowaliśmy to jako jakieś wierzenie.

W Beninie funkcjonuje też zastraszająca ilość sekt pseudochrześcijańskich. To znaczy – małych zborów (bardzo często ograniczających się do jednej wioski, lub paru okolicznych osad), w których pojawiają się jakieś elementy chrześcijaństwa, ale często przeinaczone lub przemieszane z elementami innych wierzeń.

Największą i najbardziej rozpowszechnioną z nich jest „Niebiański Kościół Chrystusa”. Został założony (o ile w ogóle można tak to nazwać) przez jakąś kobietę, która ogłosiła, że jest Duchem Świętym. Mianowała swoim papieżem jednego młodego lokalnego księdza katolickiego i od tamtej pory razem zarządzają tą „wspólnotą”. Jest to instytucja na tyle duża, że posiada własny ogromny teren przy „świątyni”, organizuje tam pielgrzymki swoich wyznawców, a nawet… pojawia się w podręczniku do historii i geografii Beninu.

Ten ostatni fakt jest dla mnie jaskrawym świadectwem, jak bardzo Benińczycy są tolerancyjni, a jednocześnie zagubieni. Opisując wyznania w swoim kraju relacjonują uczciwie, że istnieją różne wyznania – i dla nich to zupełnie w porządku. Ten wątek rozwinę jeszcze szerzej za tydzień.

Sylwia Iwaniuk

Zostaw komentarz